Życie w Belgii wiosna-lato 2026

Operacja usunięcia zainfekowanego stentu w aorcie mojego partnera, która była obciążona dużym ryzykiem i za którą tak mocno trzymały/liśmy kciuki, przebiegła pomyślnie! Jestem pewna, że prócz bardzo fachowej i licznej ekipy specjalistów pomogły w jej przebiegu nasze pozytywne myśli i wiara! Bardzo Wam dziękuję i mocno przytulam ♥︎

 
 

Kojo wyszedł ze szpitala w połowie maja. Towarzyszę mu w jego domowej rekonwalescencji. Największe wyzwanie to dla niego stanie i chodzenie, ze względu na problem z kolanem. To konsekwencja dawnych kontuzji i operacji, minionej infekcji, kilku intensywnych płukań oraz duże osłabienie mięśni po 3 miesiącach leżenia w szpitalu. Wszystko to składa się teraz na dłuższy czas rehabilitacji. Wyjście po proste zakupy i dźwiganie nie jest jeszcze dla niego możliwe. Jestem najbliższą i jedyną dostępną osobą do pomocy. Jego rodzina rozpierzchnięta jest po świecie i odwiedza go okazjonalnie.

Lato 2026 spędzam głównie z Kojo w Nieuwpoort, które żartobliwie nazywam "Zgierzem nad Morzem Północnym". Moje rodzinne miasto Zgierz jest metaforą bycia "daleko od wszystkiego". Nieuwpoort jest miejscowością wakacyjną, poza sezonem zupełnie wyludnioną. Wkurzam się na to oczywiście, ale też dostrzegam zalety: Przepastny krajobraz Morza Północnego i spektakularna gra światła, rodem z malarstwa flamandzkiego (czyli stąd) sprzyja głębszej medytacji. Sytuacja życiowa zmusiła mnie do zajęcia się czymś innym, ale też oderwała od niektórych kwestii, od których sama nie potrafiłam odpocząć, np. takich, jak nadmiarowa ilość prowadzonych sesji w tygodniu... Obmyślam dzięki temu projekty szkoleniowe, kursy rozwijające, mentoring dla nauczycielek/ nauczycieli Jogi Iyengara, także w formie wyjazdowej!

 
 

Chylę czoła przed wszystkimi gospodyniami domowymi! Zwłaszcza przed tą, którą znam najlepiej, moją kochaną mamą! Zawsze to wiedziałam, ale teraz czuję to w ciele! To jest ciężka, pełnoetatowa praca fizyczna, przy której trudno zaangażować się w inne, zwłaszcza twórcze działania.

Mam wiele belgijskich obserwacji środowiskowych:

Do dobrych rzeczy przywykamy szybko i bierzemy je za pewnik!
W moim poczuciu nie zauważamy i nie doceniamy, że Polska, a szczególnie Warszawa stały się naszym własnym “rajem na ziemii”. Oczywiście żaden kraj nie jest doskonały i zawsze może być lepiej. Jednak…

Dostępność usług, lekarzy, specjalistów, restauracji wegetariańskich, przyjaznych kawiarni i szkół jogi w Warszawie jest fenomenalna! W Belgii restaurowanie się na mieście jest przede wszystkim bardzo drogie i niekoniecznie tak smaczne.

Dobrych szkół Jogi Iyengara jest kilka w całej Belgii, a do najbliższej, która odpowiada moim nauczycielskim potrzebom mam 80 km. To Iyengar Yoga Ghent, której właścicielka prowadzi sesje dla kameralnych grup na jej domowym poddaszu, czyli podobnie jak my w Home Yoga ♥︎

Zakupy trzeba dobrze planować! Sklepy, także te wielkopowierzchniowe są otwarte maks. do 18:00/19:00, często z przerwą na lunch i niekoniecznie we wszystkie dni powszednie. Nie ma żabek, blik’a i inPost’u...

Doświadczam w Belgii więcej życzliwości i pogodności w ludzkiej, codziennej postawie. Bez problemu mogę porozumieć się z Belgami po angielsku, również z osobami o dwie generacje starszymi ode mnie! Ciągle mnie zaskakuje, gdy okazuje, że mój nieudolny francuski i całkiem sprawny migowy nie przydają się!

Ekologicznie w Warszawie “przodujemy”: mamy większą świadomość wagi miejskiej zieleni i potrafimy zostawić ją w spokoju! W Belgii niestety kosiarki i przycinarki są w ciągłym użytku, cały czas buczą, a trawniki i parki przypominają makiety dla Simsów.

 
 

Wszechobecny plastik! W sklepach spożywczych w Belgii prawie każde warzywo zapakowane jest na sztuki w plastik, często już pokrojone i gotowe do wrzucenia do garnka i oczywiście odpowiednio droższe. Nawet pieczywo pakowane jest w torby, które z wierzchu wyglądają na papierowe, ale w środku wyściełane są plastikiem! Brakuje mi naszych polskich owoców na wagę, zapachu ziemii w warzywniaku, "brudnych" ziemniaków... Jeśli spojrzycie na nocną mapę satelitarną Europy, bez trudu spostrzeżecie, że cała Belgia nocą po prostu świeci. To kraj, w którym dopiero od 2011 zaczęto stopniowo wygaszać sztuczne oświetlenie autostrad. Jednocześnie możemy zazdrościć Belgii długich, konsekwentnie i logicznie rozplanowanych dróg rowerowych...

Obserwacji z mojej dotychczasowej, 4-miesięcznej, tymczasowej rezydencji w Belgii mam więcej, wymieniłam te najbardziej dobitne. W moim sercu jest Warszawa i moja oaza spokoju i szczęścia na Puławskiej 24B. Tęsknię za moim “dzieckiem” Home Yoga i Home Yogin(i)ami, za bliskimi, pzryjaciółmi, za cudownym tyci-ogródkiem,... Doceniam wygodę w jakiej żyje się w Warszawie, jednocześnie czerpię z codziennej życzliwości i pogodności Belgów. Mam nadzieję urosnąć o to doświadczenie i przekuć je na większą świadomość i jakość bycia! Mam nadzieję, że to będzie zaraźliwe! 🌞

Jeśli chcesz, abym dalej dzieliła się moimi refleksjami, zostaw komentarz poniżej
Dorota